Anime oczami Talduka: Aldnoah Zero

Aldnoah Zero – anime z gatunku mecha, które potrafi zaskoczyć cię tym, że w momencie kiedy masz pewność co do przyszłych wydarzeń, nagle dzieje się coś nieoczekiwanego. Zabaw się w „przewidywanie zaskoczenia” z Aldnoah.Zero.

Rodzaj produkcji: serial TV
Czas trwania: 12 x 24 min
Tytuł japoński: アルドノア・ゼロ
Gatunek: mecha, akcja, sci-fi
Premiera: 6 lipca 2014
Studio: A-1 Pictures, Troyca
Autor: Gen Urobuchi, Olympus Knights
Reżyser: Keiichi Satou
Scenariusz: Ei Aoki
Muzyka: Hiroyuki Sawano

Opis: W 1972 roku na powierzchni księżyca odkryto technologię, dzięki której ludzkość mogła zacząć osiedlać się na Marsie. Jednak kontakt z obcą cywilizacją doprowadza do wojny.

Trailer:

Podczas wyprawy na księżyc, odkryto tam bramę prowadzącą na Marsa. Wkrótce potem wybucha wojna między Ziemią i Marsem. Marsjanie przybywają na Ziemię zniszczyć ludzkość i przejąć władzę nad planetą. Odparty atak przyniósł nieco wytchnienia, jednak nie pozwolił zapomnieć o tym, co się stało oraz tym, co może się stać ponownie.
Pewnego dnia Marsjańska księżniczka postanawia udać się na Ziemię w celach pokojowych i zostać ambasadorem. Jednak jej wizyta przynosi odmienne skutki. Wojna wybucha ponownie, a koszmar mieszkańców Ziemi powraca, z równie okropnym scenariuszem jak poprzednio, a może i nawet jeszcze gorszym.

Początkowo podchodziłem do Aldnoah Zero z nastawieniem, podobnym jak do innych tytułów z gatunku mecha „kolejne anime z dziećmi za sterami dużych zabawek”. Jednak to wrażenie było na szczęście mylne, nawet nie spodziewałem się jak bardzo. Początkowe odcinki nie dały mi jednak tego do zrozumienia, jedyne co mnie przyciągało do obejrzenia kolejnego odcinka, był ciekawy zarys fabuły oraz najważniejszy element, jakim jest soundtrack. Który już na samym początku przykuł moją uwagę do takiego stopnia, że byłbym zdolny oglądać to anime tylko i wyłącznie dla samej muzyki. I muszę przyznać, że przez pierwszych parę odcinków oglądałem anime tylko i wyłącznie z tego powodu, ponieważ soundtrack był lepszy od samego anime.
Fabuła z odcinka na odcinek stawała się coraz ciekawsza, co mnie miło zaskoczyło oraz okazała się jednym z dwóch powodów, dla których warto obejrzeć ten tytuł. Niepozorny wątek główny, który prowadzony był od początku do końca, został odpowiednio wykorzystany do przedstawienia poczynań bohaterów, które zostały uzasadnione, a poruszane przy tym wątki uzasadnione i niepozostawione bez wyjaśnień. Przez co ogólny obraz fabuły po zakończeniu seansu był piorunujący, a przynajmniej w moim wypadku taki był. Z pozornie nudnego i niewyróżniającego się na pierwszy rzut oka tytułu, przerodziło się w coś zaskakującego. Nie chodzi mi wyłącznie o zaskoczenie wywołane zmianą mojego nastawienia do anime, lecz zaskoczeniem w stosunku do przedstawianych wydarzeń. Pod tym względem produkcja ta zdobyła moje największe uznanie. Niejednokrotnie podczas seansu byłem w stanie przewidzieć, co się wydarzy za chwilę lub nawet w przyszłych odcinkach. Jednak było to za każdym razem mylne wrażenie, co doprowadziło do „przewidzianego zaskoczenia”, dosyć dziwne określenie, ale trafne. Bo inaczej tego określić nie mogłem, twórcy zwodzili mnie na każdym kroku moich przewidywań, z czego byłem i jestem niezmiernie zadowolony. Ponieważ to w anime bardzo lubię, gdy ono zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie, gdzie masz pewność co do pewnych wydarzeń. Tutaj nawet najbardziej oczywiste momenty poprawiły zaskoczyć nieoczekiwanym biegiem wydarzeń.

Podobnie jak w innych anime tego gatunku, tak i tu nie mogło zabraknąć niezwykle uzdolnionego dzieciaka za sterami w roli głównej. Jednak w odróżnieniu od innych, tutaj przyczyna walki młodzieży została usprawiedliwiona wojną, a sami młodzi piloci nie wsiadają do maszyn pierwszy raz i nie radzą sobie lepiej od razu znacznie lepiej od zawodowych pilotów.
Poruszając kwestię bohaterów, ograniczę się wyłącznie do paru zdań na temat głównego bohatera. Spowodowane jest to możliwością zaspoilerowania, o co w tym przypadku jest niezwykle łatwo, ponieważ wiele cech postaci związanych jest z fabułą.
Główny bohater Inaho z powodu swojego charakteru stwarzał wrażenie strasznie irytującej postaci, a przynajmniej mnie irytowało jego zachowanie. Niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdował, zawsze zachowywał spokój oraz był pozbawiony wszelkich uczuć. Na krótką metę nie miałbym nic przeciwko takiemu zachowaniu, jednak z czasem robi się to irytujące, gdy postać zachowuje się jak robot pod względem uczuć. Takie zachowanie bardziej pasuje do jakiegoś weterana wojennego w średnim wieku ale nie do nastolatka. Chociaż, ta trzeźwość umysłu ma i swoje zalety, podczas starć z wrogiem, wykorzystuje ją do opracowania taktyki, którą będzie mógł wykorzystać w celu eliminacji przeciwnika. Brak uczuć Inaho sprawia, że ciężko go polubić, bo jak można lubić kogoś, kto sprawia wrażenie obojętnego na wszystko, przecież nie polubię go tylko i wyłącznie za jego spryt, a tym bardziej, że wieje od niego takim chłodem, jak gdyby nie miał serca.

Oprawa wizualna prezentuje się bardzo dobrze, nie można mieć jej niczego do zarzucenia. Natomiast oprawa audio jest tutaj fenomenalna, świetny soundtrack, który dopasowany do scen robi niesamowite wrażenie. Miałem odczucia, jak przy scenach kulminacyjnych w długich seriach, gdy dochodzi do epickich potyczek, tylko że tu takich nie było. Pomimo tego soundtrack sprawiał, że akcja przybierała niemal takiego rozmachu. Muzyka w tle, niby nic wielkiego, a jednak może zmienić tak wiele.

Aldnoah Zero jest anime niezwykłym, na swój własny sposób. Pomimo swojej niezłożoności fabularnej, braku spektakularnych potyczek, jest produkcją dosyć dobrą. Ogląda się ten tytuł dosyć przyjemnie i z zainteresowaniem. Jeden z niewielu tytułów, którego kontynuacje z chęcią obejrzę z powodu zakończenia, które jest dosyć interesujące.

Dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że tekst odnośnie tej produkcji, przypomina pisany przez jakiegoś fanatyka, który jara się nie wiadomo czym. Otóż to, czym się kierowałem podczas pisania tego tekstu, był pewnego rodzaju impuls. Nieraz lepiej jest napisać swoje pierwsze odczucia, bez zastanowienia, a po pewnym czasie sprawdzić czy to było spowodowane wyłącznie zauroczeniem tytułem, które z czasem minęło, jak to czasem bywa.

A co Wy sądzicie o Aldnoah Zero, oglądaliście lub zamierzacie oglądać?

aldnoah zero 01 aldnoah zero 03 aldnoah zero 04

3 thoughts on “Anime oczami Talduka: Aldnoah Zero”

  1. AksamitnyHeniek says:

    Twoje podsumowanie recenzji i idealnie pasuje do mojego spojrzenia na Aldnoah Zero.

    Gdybym tak zaczął porównywać Aldnoah.Zero do innych anime, a w szczególności seria Gundam to okazałoby się, że fabuła nie cieszy swoją złożonością, a bohaterowie nie wyróżniają się poza swoich odpowiedników z innych produkcji. Można pisać tak dalej i dalej o wadach, a wystawiona ocena byłaby co najwyżej średnia. Jednak nie tak powinno się oceniać ten serial. Nie czysto się zdarza, kiedy trzeba skomentować anime jako całość doznania, a nie poszczególne aspekty. Patrząc na rozmach z jakim został zrobiony serial można odczuwać tylko zachwyt. Tu potwierdza się reguła, że porządne wykonanie potrafi zdziałać cuda, pozdrawiam „Toaru Majutsu no Index”. Napisałem poniekąd w pierwszych wrażeniach, że świeżych pomysłów oczekiwać nie można i do ostatniego odcinka okazała się to prawda. Jednak efektownie rozwijająca się fabuła, przez porządne wykorzystanie sztampowych elementów (co jest rzadkością) z nowymi pomysłami sprawiła, że trudno jest wywnioskować co będzie następować. Stąd każdy odcinek najbardziej cieszy spektakularnymi wydarzeniami. Tworząc swego rodzaju nowe doznania przez widowiskowość poszczególnych scen. I znowu ktoś wypomni, że większość wydarzeń została przekombinowana, a całość ociera się o kicz, ale tutaj znowu – to nie o to chodzi. Do końca liczy się efekt „wow” który potęguje mocna i bogata ścieżka dźwiękowa oraz porządnie wykonana kreska. Oprawa audio-wizualna jest niesamowita! Dawno się nie zdarzyło, aby wszystkie utwory znalazły się na mojej playliście. I tak doszedłem do ostatecznego wniosku. Rozbieranie Aldnoah.Zero na czynniki pierwsze prowadzi do błędnych wniosków. Tu najważniejsze jest dla mnie wrażenie, a ono wywarło pozytywne uczucie zachwytu, które mam nadzieje się powtórzy w drugim sezonie 🙂

    Również mi się bardzo podoba zakończenie, które chyba, jak żadne inne daje temat do dyskusji. Uwaga tu zaczynają się spoilery! Moim zdaniem to było tak:

    Inaho zapewne przeżył, albowiem musi się zemścić na Slainie za zabicie księżniczki, a nie wie, że to hrabia – perspektywa ma znaczenie. Natomiast księżniczka przeżyła już raz swoją śmierć to zapewne zrobi to po raz drugi. Główni bohaterowie będą się bić o nią, a ona pewnie amnestii dostała. Została jeszcze przyszłość Slaina. Widok martwego żołnierza Marsa co go uratował oraz po „zabiciu” głównego bohatera pewnie zostanie głównym złym, a że odblokowała mu księżniczka moc Aldnoah to może używać super Mecha, ale Inaho też może korzystać z tej mocy – ze szczątków złoży się dla niego robocika.

    Księżniczka dostała jeden strzał w plecy, a drugi w poduszkę powietrzną, więc prawdopodobnie da się ją wyleczyć. Na koniec odcinka było powiedziane, że zniknęła, nawet widać odlatujący promyk światła z zamku, więc Slaine musiał ją zabrać. Niestety Inaho nie miał tyle szczęścia, dostał w głowę sądząc po odrzucie ciała, ale może miał tam metalową płytkę i to go ocali. Do tego obaj zasmakowali jej ust, więc stąd mają moc Aldnoah, którą wykorzystają do pozabijania się.

    Natomiast czytając opinie innych natrafiłem na coś takiego:
    Przeglądając opinie innych natrafiłem na taką, która twierdzi, że cała trójka, a więc Inaho, Asseylum oraz Saazbaum nie żyją. Wskazuje na to motto serialu „Niech sprawiedliwości stanie się zadość, chociażby niebiosa miałby upaść” jest to tłumaczenie łacińskiego motta „Fiat Justitia, Ruat Caelum”. Czyli księżniczka nie żyje ponieważ, oszukała przeznaczenie, a musiała zginąć, gdyż jest poniekąd odpowiedzialna za wojnę. Hrabia Saazbaum nie dopełnił obowiązku i śmierć. Natomiast główny bohater Inaho jest poniekąd odpowiedzialny za śmierć Asseylum oraz Saazbaum z punktu widzenia Slanina. Przyznam, że to wygląda wiarygodnie 🙂

    1. Talduk says:

      Świetne spojrzenie na Aldnoah.Zero, jeśli chodzi o zakończenie, to uważam, że było wisienką na torcie jakim jest to anime. Zakończenie tak jak napisałeś, daje wiele do myślenia, przez co wrażenia z oglądania są jeszcze lepsze. Nie ma to jak dać komuś zasmakować czegoś dobrego, a potem kazać mu czekać, podsycając emocje oraz zostawiając przy tym nutkę tajemnicy. Mało w jakim tytule, przynajmniej jaki ja oglądałem, to się udaje.
      Odnośnie teorii na temat zakończenia to uważam, że są bardzo ciekawe, jednak najbardziej prawdopodobna wydaje mi się Twoja. Moim zdaniem teoria o motto jest trochę odmienna. Motto „Niech sprawiedliwości stanie się zadość, chociażby niebiosa miałby upaść” odnosi się moim zdaniem do chęci zemsty Marsjan za śmierć księżniczki, tak bym tłumaczył początkowe „Niech sprawiedliwości stanie się zadość.” druga część „chociażby niebiosa miałby upaść” odnosi się natomiast do pierwszego „Upadeku Niebios”, który dotyczył ataku Marsjan na Ziemię, którą chcieli przejąć. Taka jest moja interpretacja motta.

  2. AdevodE says:

    Spojlery poniżej
    Odnośnie Inaho i tego, że nie ma uczuć się nie zgodzę. Ma uczucia ale ich nie okazuje i stara się zachować spokój, dzięki któremu daleko zachodzi i dużo zyskuje. Właśnie ze względu na uczucia do bliskich decyduje się ich chronić (ostatni odcinek samotny atak na wieżyczki obronne statku desantowego aby chronić siorkę i znajomych), również zdecydował się na śmierć wyciągając pistolet w kierunku Slaina po tym jak zobaczył, że księżniczka najprawdopodobniej nie żyje a on sam znajduje się w dramatycznej sytuacji. Oglądając wszystkie anime do tej pory Bleach, Naruto itd. główni bohaterowie mieli w sobie aż za dużo emocji i stawało się to monotonne a tutaj coś innego, coś ciekawego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *