Anime oczami Talduka: Shigatsu wa Kimi no Uso

 

Rodzaj produkcji: serial TV
Czas trwania: 22 x 24 min
Tytuł japoński: 四月は君の嘘
Gatunek: dramat, romans, okruchy życia, shounen
Premiera: 10 październik 2014
Studio: A-1 Pictures
Autor: Naoshi Arakawa
Projekt: Yukiko Aikyou
Reżyser: Kyouhei Ishiguro
Scenariusz: Takao Yoshioka
Muzyka: Masaru Yokoyama

Długo zabierałem się za napisanie tej recenzji i to nawet nie dlatego, że mi się nie chciało. Niestety, ale powód był znacznie poważniejszy. Czasami pisanie recenzji przychodzi bez trudu, oglądam lub czytam w przypadku mangi i zazwyczaj od razu siadam do pisania. Już podczas zapoznawania się z tytułem rodzi się pewna myśl na tekst, czasami przychodzi ona dopiero po zakończeniu, a są i przypadki, że wcale. Po obejrzeniu Shigatsu wa Kimi no Uso brakowało mi słów, aby opisać to anime i uwierzcie mi, nie jest to tytułowe kwietniowe kłamstwo. Owszem mógłbym napisać parę zdań zaraz po zakończeniu oglądania, jednak na przedstawienie tego, co widziałem, brakowało i nadal brakuje odpowiednich słów. Tak więc nie liczcie na mega wypasioną recenzje i tak takiej nigdy nie napisałem.

Czuje się teraz jakbym pisał recenzje pierwszy raz w życiu, chaos totalny, zero ładu i składu. To tak jak osoby uczące się grać na instrumentach, pomimo że grają, ciężko nazwać jest to, co się wydobywa z instrumentów muzyką. Przez długi czas słychać wyłącznie dziwne dźwięki, jednak z czasem przeradza się to w coraz ładniejszą melodię. No, chyba, że ktoś urodził się z niezwykłym darem do tego co robi, a dalsza praktyka w tym czyni go kimś wybitnym. To tak jak z głównym bohaterem tego anime, którym jest Kousei Arima. W dzieciństwie zauważono, że chłopak ma talent do grania i wtedy również narodził się pomysł stworzenia z niego wybitnego pianisty światowej sławy. Jak się okazuje, jest to szczęście w nieszczęściu, tym większe, że jego nauczycielką zostaje jego matka. Osoby dorosłe nie radzą sobie często z presją, a co dopiero małe dziecko, od którego wymaga się bezwzględnego oddania muzyce. Ciągłe i intensywne lekcje sprawiają, że chłopak nie ma okazji cieszyć się dzieciństwem tak jak jego rówieśnicy. Wiadomo, jeśli chce się coś osiągnąć, czasami trzeba coś poświęcić, jednak czy powinno się odbierać dzieciństwo? Rodzice nieraz to robią, wpajają dziecku swoje marzenia i aspiracje, z nadzieją, że osiągną to, co im się nie udało, może wilk będzie syty i owca cała, dzięki temu wszyscy będą szczęśliwi.

Kousei chciał uszczęśliwić swoją matkę, a zarazem nauczycielkę, swoją ciężka praca, która przekładała się na najlepsze wyniki podczas zawodów. Cena jednak tego była bardzo wysoka, nie tylko w postaci straconego dzieciństwa, lecz chęci do samej gry. Po śmierci matki, podczas koncertu w pewnym momencie chłopak pękł niczym struna, stając się bezużytecznym instrumentem, który nie wyda już z siebie żadnych pięknych dźwięków, do momentu aż ktoś go naprawi. Pewnego dnia spotyka niezwykle wesołą i energiczną skrzypaczkę, która stara się z wszelkich sił, aby Arima nie tyle, co był w stanie zagrać tak jak przed laty, lecz znacznie lepiej. Kaori Miyazone staje się nowym utrapieniem chłopaka, który chciałby ją znienawidzić za to, że stara się go zmusić do gry, gdy ten nie słyszy już dźwięków muzyki, którą gra, pogrążając się w mrocznych odmętach podwodnej pustki. Choćby nie wiadomo jak dziewczyna byłaby dla niego okrutna i złośliwa nie potrafi jej tak łatwo odmówić.

Dochodzi do tego, że koszmar powraca jednak już w nieco innej formie, w miarę normalne życie znowu zaczyna zmieniać się w ciężką drogę pod górę, na którą już się kiedyś wybierał i postanowił nie podejmować znowu tej drogi. Jednak tym razem pchany i ciągnięty w zależności od sytuacji niezwykłą determinacją nowej znajomej, postanawia akompaniować jej podczas podróży w świecie muzycznym. Powrót na stary szlak nie jest wcale taki łatwy, zwłaszcza gdy stare rany dają o sobie znać, a ludzie których widuje po drodze, patrzą z niedowierzaniem, że stary kochany, a zarazem znienawidzony wyjadacz powrócił. Co prawda nie przejmuje się już tak presją, jaką inni na nim wywierali oraz słowami kierowanymi w jego stronę, jednak nie da się ukryć, że jest to bolesny powrót. Wspiąć się niemal na szczyt, a potem spaść na samo dno z którego ciężko jest się podnieść, jest bolesnym doświadczeniem jednak ze wsparciem najbliższych i niezwykła determinacją wszystko może być możliwe. Jednak czy tym razem będzie kolorowo?

Trzeba powiedzieć o tej podróży jedno, jest równie barwna co muzyka, jaką można usłyszeć w anime. Widoki są niezwykle miłe dla oka, sympatyczne postacie oraz otoczenie przedstawione jest kreską o lekkich i przyjemnych kształtach, a wszystko to podane w jasnych i ciepłych brawach. Gdyby nie ta ciepła kolorystyka i zabawne sceny odbiór tytułu byłby zupełnie inny. Anime stałoby się ciężkim dla widza dramatem, o którym i tak nie daje sobie zapomnieć podczas seansu. Niezwykle barwna jest również przedstawiona historia, jednak ona dysponuje znacznie większą barwą kolorów wybiegającą znacznie poza te jasne. To anime jest jak Polska wiosna raz cieplutko, a za chwilę zimno i ponuro, równie gwałtownie zmienia się pogoda ducha naszych bohaterów. Każdy z nich się z czymś boryka, jednak nie pokazuje tego otwarcie i stara się zachować uśmiech na twarzy. Nie każdy przecież mówi o swoich problemach i tym, co leży na sercu otwarcie przed wszystkimi, a młodość jest tego pełna, tak więc bohaterowie trapieni są przez różne problemy, najczęściej natury emocjonalnej.

Bohaterowie Shigatsu wa Kimi no Uso są dla siebie jak letni deszcz w ciepłe dni, który potrafi być tak miły i ciepły, że czasami odchodzi ochota chronić się przed nim, niech se pada, przemoczy do ostatniej suchej nitki. Może to spłucze trapiące smutki, a ciepłe krople pozwolą przy okazji załagodzić wewnętrzny ból. Jakże piękny i oczyszczający może być deszcz, w którym nikt nie widzi łez. Choć czasem może doprowadzić do przeziębienia i pogorszenia sytuacji. To właśnie emocje, które widać, słychać i co najważniejsze czuć, są największą zaletą tego tytułu. A tego wszystkiego można doświadczyć dzięki ciepłej kolorystyce, jak i wspaniałych utworach muzyki klasycznej, jakie przychodzi usłyszeć podczas seansu. Przyznam szczerze, że nie byłem fanem tego typu muzyki, jednak, gdy słyszałem te utwory w anime, to mnie aż momentami ciarki przechodziły, emocje i piękno utworów sprawiły, że raczej nie będę już omijał takiej muzyki z daleka.

Jak na razie jest to najlepsza produkcja muzyczna z niewielkiego grona tych, jakie przyszło mi oglądać. Dwadzieścia dwa odcinki wystarczyły w zupełności, aby opowiedzieć całkiem zgrabnie przyjemną historię, którą uważam, że warto polecić osobom spragnionym obejrzeć coś miłego dla oka i ucha, gdzie muzyka klasyczna wspaniale wkomponowuje się w dramat i romans nadając całości oszałamiający efekt. Jednak czy w tych słowach nie ma kłamstwa? Najlepiej, jeśli przekonacie się o tym sami, w końcu mowa tu o tytułowym kwietniowym kłamstwie, nieciekawi was co nim jest?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *