Pierwsze wrażenie: Uśmiech Kanoko

Uśmiech Kanoko
Tytuł japoński: 笑うかのこ様
Wydawca oryginalny: Hakusensha
Wydawca polski: Studio JG
Autor: Ririko Tsujita
Gatunek: komedia, romans, szkoła, shoujo
Ilość tomów: 3 (zakończona)
Wydanie oryginalne: 2008-2009
Wydanie polskie: 2015-
Dodatkowe informacje: format B6+, miękka okładka, obwoluta, cena 19,90 zł, przykładowe strony (link)

Szkoła potrafi być okrutnym miejscem dla młodych ludzi i wcale nie dlatego, że trzeba się tam uczyć, lecz z powodu “koleżanek” i “kolegów”. Te “koleżeństwo” nie zostało ujęte w cudzysłów bez powodu, otóż bądźmy szczerzy, nie każdą osobę można tak nazwać. Osoby takie chodzą do jednej klasy i mówi się o nich koleżanka/kolega z klasy i nic poza tym, żadnej bliższej znajomości między nimi nie ma z różnych powodów. Każdy próbuje sobie znaleźć w klasie kogoś z kim może pogadać, no chyba, że jest się totalnym odludkiem, któremu nie zależy na znajomościach, tak jak naszej bohaterce Kanako Naedoko.

Dziewczyna na własnej skórze doświadczyła w dzieciństwa, jak bardzo okrutni potrafią być rówieśnicy, co być może miało wpływ na obranie drogi odludka. Wiedząc, że ludzie skrywają prawdziwe oblicze pod pewną maską, która im najbardziej odpowiada, unika nawiązywania wszelkich kontaktów z innymi uczniami. Co za tym idzie? Zazwyczaj, bycie odludkiem oznacza również bycie dziwakiem w oczach innych, jak i brak osób do których można się odezwać. Oznaczać to może zazwyczaj dla takiej osoby nudne dni w jakże nudnej szkole. Nudy powiadacie, “kto powiedział, że jest nudno?” dla Kanako największą rozrywką sprawiającą jej olbrzymią przyjemność jest obserwacja, tego co się dzieje wokół. Siedzi cichutko jak mysz pod miotłą i obserwuje wszystkich, każde swoje spostrzeżenie zapisuje w “kapowniku”, do którego nie sposób nie trafić.

Wszelkie informacje tam zawarte w rękach niewłaściwej osoby mógłby narobić wiele zamieszania. Nie bez powodu nazywany jest kapownikiem, otóż znajdują się tam również skrywane przez innych sekrety. Widząc notatki w których obserwacje osób rozbite są na czynniki pierwsze, odnosi się wrażenie, że ktoś tu ma chyba małą obsesję na punkcie obserwacji. Aż się boje pomyśleć co będzie, gdy dorośnie, jeśli będąc w trzeciej gimnazjum, pisze takie rzeczy, w liceum pewnie zacznie pisać portrety psychologiczne.

Widząc niską dziewczynkę w okularach siedzącą w końcu klasy z błyskiem w oku i uśmiechem na twarzy notującą coś w swoim kajecie, można poczuć lekki niepokój i uznać, że nie bez powodu jest odludkiem. Pod wpływem jej wzroku każdy może poczuć się nago, niema co ukrywać, jej największym zboczeniem jest rozbieranie ludzi wzrokiem i odkrywaniu ich najskrytszych sekretów oraz prawdziwej osobowości. Pewnego dnia jedna z jej wnikliwych analiz wpada w niepowołane ręce, jednego z trzech najciekawszych obiektów klasowych jej obserwacji. Co wywołuje nieoczekiwany zwrot akcji w jej życiu.

Nagle z obserwatora, staje się częścią grupy składającej się z najpopularniejszych osób. Niemalże niewidoczna dziewczyna, nagle jest w niechcianym dla niej centrum uwagi. O zgrozo, czy może być gorzej? No oczywiście, że może, ale rozerwać się przy tym też można. I tak oto mała okularnica, znajdując się w takiej sytuacji, postanawia nieco się zabawić i zebrać nieco dodatkowych informacji. Jednak nie wszystko idzie tak jakby chciała, ponieważ dochodzi do tego, że zaczyna się za bardzo angażować i pomimo swojej obojętności postanawia pomóc innym na swój ulubiony sposób.

Kanoko nie jest jedną z tych co lubi słodzić, wali prosto z mostu, nie owijając w bawełnę, no chyba, że próbuje wyciągnąć jakieś informacje, wtedy zgrabnie podchodzi swoją ofiarę. Jest niczym łowca polujący na zwierzynę, który nie odpuści, aż nie dopnie swego. Obserwacja, zdobywanie informacji i zaufania, następnie atak w najmniej spodziewanym momencie, gdy czujność ofiary jest uśpiona, choćby, gdy sądzi, że to ona ma przewagę nad polującum. To chyba ten moment, gdy jej ofiara czuje przewagę i nagle wpada w jej sprytnie zastawioną pułapkę sprawia jej najwięcej przyjemności. Co widać po jej szerokim uśmiechu i olbrzymiej satysfakcji.

Mój uśmiech po przeczytaniu mangi jednak nie był tak szeroki, jak jej bohaterki. Pierwsze co się rzuca w oczy widząc mangę to, słitaśna obwoluta na której jest bohaterka wraz z kolegą z klasy pośród masy kwiatów na różowym tle. Nie zapominajmy też o chibi zwierzątkach i serduszkach wkomponowanych w tytuł. Pierwsze co mi przyszło na myśl to przesłodzony do granic możliwości szkolny romans shoujo, z co najwyżej lekko komedjowymi wstawkami. No cóż kocham słodkości, to może i taka forma słodyczy mi nie zaszkodzi. Czytam pierwszy rozdział, drugi… piąty, dodatek, no i już koniec. W myślach odhaczam co było z tego co przewidywałem, szkoła jest niemal przez cały czas, komedia jest, klimat shoujo pełną gębą, zaraz, zaraz, gdzie jest masa słodkości i ten wielki romans? Nosz kurcze nie ma, czy jestem zwiedziony? Jak najbardziej nie.

Relacje damsko męskie naszego odludka, są tutaj tak w znikomym stopniu, że gdyby nie problemy sercowe klasowych rówieśniczek, nie zaliczyłbym tego tytułu do romansu. Co nie znaczy, że nasza Kanoko jest zimnym babskiem, karmiącym się ludzkim nieszczęściem. Szybko przekonujemy się, że ma serce, a ludzkie nieszczęście nie jest jej całkowicie obojętne jaki i płeć przeciwna. W jednym, jak i drugim przypadku po prostu tego nie okazuje. Przynajmniej na początku, z czasem widzimy zmiany zachodzące w niej, na skutek bliższego kontaktu z osobami z klasy. Tak więc, kto wie, może już niebawem jej serduszko zabije mocniej w kolejnych tomach.

Główną siłą napędową mangi są problemy rówieśników z klasy bohaterki w które zostaje wmieszana. Często odnoszę wrażenie, że nie jest to jakiś dla niej wielki problem, wręcz przeciwnie, taka zmiana sytuacji z obserwatora w uczestnika wydarzeń, sprawia jej przyjemność, którą ukrywa. Możliwość użycia w pełni swych niezwykłych umiejętności obserwacji i manipulacji wdrażanych w strategie rozwiązywania skomplikowanych problemów jest wielce satysfakcjonujące, co mówi ten uśmieszek pod odniesieniu sukcesu. A jest ich niemało, ponieważ po rozwiązaniu jeden sprawy przychodzi pora na kolejną, już w innej szkole.

Niestety, ale rozdziały pierwszego tomu są nieco schematyczne. Zwłaszcza rozdział 2, 3 i 4 wygląda planowo podobnie: nowa szkoła, pewien problem, pomocna dłoń pewnej osoby. Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w piątym rozdziale, gdzie można zobaczyć Naedoko w innej sytuacji. Jest to część w której szczególnie postawiono na relacje bohaterki z pewnymi osobami. Jakie to relacje i kim oni są, o tym musicie się przekonać już sami czytając “Uśmiech Kanoko”.

Przeglądając same strony mangi, można już po samej charakterystycznej kresce zauważyć, że jest to tytuł shoujo. Na szczęście w środku nie ma przesadnej słodkości, która by wręcz wyciekała z pod okładki. Nie doświadczymy tu masy kwiatów w tle czy lśniących gwiazdek, wszystko jest ograniczone do minimum potrzebnego przy tej historii. Dzięki czemu odbiór tytułu jest znacznie lepszy. Jeśli chodzi o polskie wydanie to o obwolucie pisałem już wcześniej więc, to sobie pozwolę teraz pominąć. Tłumaczenie jest przyjemne, nie wiem jak innym ono pasuje, mi czytało się ono bardzo dobrze i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Ogólnie do wydania nie mam co się przyczepić, ponieważ nic rażącego w oczy mi się nie rzuciło. Bardzo mi się podobał natomiast olbrzymi wewnętrzny margines, dzięki czemu mangę czytało się rewelacyjnie bez żadnych problemów ze schowanymi rysunkami gdzieś między stronami.

Uśmiech Kanoko nie był dla mnie chyba wystarczająco piękny, aby skraść moje serce, jednak na tyle przyjemny i miły, że szkoda byłoby zakończyć tą znajomość  na pierwszym spotkaniu. Z pewnością nie porzucę znajomości z tak interesującą osobowością jak Naedoko, kto wie co z tego jeszcze wyniknie. I może podzielę się z wami szczegółami z tych spotkań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *