Pierwsze wrażenie: Manhole

Manhole
Tytuł japoński: マンホール
Wydawca polski: Studio JG
Autorzy: Tetsuya Tsutsui
Gatunek: seinen,horror
Ilość tomów: 2 (oryginalnie wdanie 3) zakończona
Wydanie oryginalne: 2004-2006
Wydanie polskie: 2017
Dodatkowe informacje: miękka okładka, obwoluta, cena 29,99 zł

Widząc tytuł mangi Manhole pierwsze co może się nasunąć na myśl, to sięganie po serię związaną tematycznie z hydrauliką. Lub o studzienkach kanalizacyjnych, które prezentowane są na obwolucie oraz samej okładce pierwszego tomu. W takim wypadku mężczyzna którego wizerunek widnieje na obwolucie, okazałby się zapewne hydraulikiem, bądź osobą wykonującą pokrywy do studzienek. Japonia przecież słynie z posiadania pięknie zdobionych włazów, których różnorodność wzorów szacuje się na 19 tysięcy. Jednak widząc autora tytułu, osoby znające jego twórczość będą już z pewnością wiedziały, że nie będzie to na pewno nic z tych rzeczy. A przynajmniej nic spokojnego, usłanego humorem i kwiatami, choć one by się przydały, bo będzie ohydnie i cuchnąco. Uprzedzam wasze myśli, nie, obwoluta nie wygląda tak okropnie, a manga nie śmierdzi. Uważajcie pod nogi bo zamierzam odsłonić właz i uchylić wam nieco rąbka tajemnicy pod nim skrywanym. Przez co możecie wpaść po uszy do obleśnego kanału. W szczególności niech uważają osoby wrażliwe, bo do miłych widoków to nie należy, a sami wiecie, że to co zostało zobaczone to się nie odzobaczy. Jakby co, to ostrzegałem.

Więc kim jest i czym zajmuje się mężczyzna z obwoluty, oraz o czym jest sama manga? Bohaterem tej studzienkowej opowieści jest śledczy Ken Mizoguchi i jego partnerka Nao Inoue. Pewnego dnia, para bada sprawę śmierci mężczyzny, który przed całym incydentem kończącym się dla niego nieszczęśliwie. Wyszedł ze studzienki i maszerując nago przez ulicę, zaczepił przechodzącego studenta. Przestraszony mężczyzna odpycha od siebie plującego krwią oblejśnego mężczyznę, co kończy się nieszczęśliwie. Uczeń ucieka z miejsca zdarzenia i jak zapewne sami się domyślacie, nie dlatego, że ma do napisania ważną pracę na jutro. Chociaż znając życie studenckie to była ona zapewne na wczoraj. Ale kto by się tym przejmował, przecież są drugie terminy, czego nie można powiedzieć już o życiu. Kto myślałby trzeźwo w takiej sytuacji? No raczej nie student, tutaj natomiast trzeźwo myśleć muszą już śledczy prowadzący sprawę nagiego denata. Po wstępnych oględzinach miejsca zdarzenia Ken daje do zrozumienia, że sprawa nie będzie należała do normalnych. Być może i zbyt interesujących, podejrzewając nieszczęśliwy upadek ćpuna. Nic wielkiego, jednak czy aby napewno?

Wraz z tokiem śledztwa zaczyna robić się coraz bardziej ciekawie, w szczególności dla czytelnika, bo na pewno nie dla prowadzących sprawę. Wydział śledczy natrafił tym razem na naprawdę brudną oraz niemiłą robotę, i nie mowa tu wcale o badaniu samych kanałów, które do pięknych i czystych z pewnością nie należą. Choć te przedstawione w pierwszym tomie wyglądają same w sobie dosyć schludnie, no poza pozostawionym tam sprzętem, który potrafiłby wzbudzić grozę. Zapewne lepszym wyborem okazałby się chodzenie po ohydnych i cuchnących  kanałach, niż znaleźć się w ich mangowym odpowiedniku. A gdyby do tego już doszło jeszcze spotkanie przemierzających je lokatorów, wyjętych niczym z najgorszego dreszczowca w ciasnych i ciemnych kanałach. To zapewne można byłoby zrobić pod siebie ze strachu, każdy jednak na daną sytuację może zareagować inaczej.

Na Kenie na przykład wiele rzeczy nie robi jednak żadnego wrażenia, co widać po jego zachowaniu w różnych sytuacjach. Z pewnością jest osobą, która w życiu widziała i przeżyła niejedno, w odróżnieniu od swojej partnerki, która najchętniej, momentami zostawiłaby wszystko do roboty Mizoguchiemu. Wygląda on na starego wyjadacza w swoim fachu, opanowany, trzeźwo myślący i jeszcze ten długi płaszcz. Czyni to z niego prawdziwego rasowego śledczego, którego można spotkać w niejednym filmie. Doskonały pies tropiący, który znajdzie najmniejszy ślad i za jego pomocą dojdzie do poszukiwanego celu. Jednak nie w tej opowieści, jak się okazuje, osoba robiąca tyle zamieszania wcale nie trudzi się z zatarciem po sobie śladów, mało tego robi wręcz odwrotnie. Spychając rolę śledczych, niemalże jedynie do łączenia kropek, które nabiorą kształtu i wytłumaczą o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.  

Dzieje się tu sporo, sprawa prowadzonego śledztwa z każdym kolejnym rozdziałem zaczyna nabierać kształtu, niczego innego jak bioterroryzmu. Niestety, ale zapowiada się, że przypadek nad którym pracują śledczy nie będzie wymagał wysilenia się bohaterów i czytelnika pod względem dedukcji. Tym samym nie uświadczymy wspaniałej bitwy intelektualnej łowcy i zwierzyny. Pod tym względem można raczej spodziewać się prostoty. Jedną z mocniejszych stron na które kładziony jest nacisk, to opowiadana historia. Prezentuje się ona bardzo dobrze, pomimo, że czytelnik jest jedynie obserwatorem nie biorącym udziału w śledztwie, z zainteresowaniem powinien lustrować poczynania funkcjonariuszy.

Pierwszy tom mangi dosyć wyraźnie przedstawia zarys fabularny, nie pozostawiając czytelnikowi możliwości snucia wielkich hipotez. A nawet jeśli już do czegoś takiego dojdzie, to długo nie trzeba czekać aby uzyskać na wszystko odpowiedź. Autor stara się od samego początku zdradzać tyle informacji, ile jest to potrzebne, nie trzymając odbiorców mangi w niepewności. Widocznie dba o zdrowie psychiczne osób czytających, ponieważ nie pozwala im również na zbyt dużą dawkę emocji, związanych z pojawiającą się grozą. Co jakiś czas, atmosfera jest nieco luźniejsza. Dodatkowo wprowadzany jest pewnego rodzaju mały resecik w postaci komendanta. Rzuca on takimi sucharami, że od ich suchości trupy z prosektorium, gdyby mogły tylko je usłyszeć, to od razu zamieniłyby się w mumie.

Klimat dosyć dobrze budowany jest również poza historią, poprzez samą kreskę. I nie chodzi mi tu o specyficzne utrzymanie mrocznych klimatów, lecz podkreślenie szczegółowości otoczenia, twarzy oraz ich ekspresję. Daje to pewnego rodzaju kopa w twarz, którego później nie dość że nosimy ślad podeszwy na sobie, to pozostaje nam jeszcze na długo w pamięci. A niekiedy swoistym preludium, tworzącym atmosferę dla czegoś, co ma się zaraz wydarzyć. Największego kopniaka natomiast dostałem od twórcy zaraz po odłożeniu tomu, w momencie gdy zacząłem zastanawiać się nad nazwą tytułu. To było tak mocne i oślepiające uderzenie, że wpadłem do jednej z otwartych studzienek. Spadając uświadomiłem sobie jakie to jest głębokie. Można dojść do wniosku, że tytuł “Manhole” nie odnosi się jedynie do samych włazów, które tutaj są kluczowymi miejscami. Dzieje się tak, gdy rozbijemy go na “man” i “hole”, dołożymy do tego wszystko co przeczytaliśmy, chwile się nad tym zastanowić i można dojść do wniosku, że w dużym stopniu tytuł odnosi się również do dziury w człowieku. Która drążona jest przez niepohamowane żądze oraz pasożyta który się nimi żywi. Ale to tylko moje takie rozkminy, na temat tego tytułu. Jak mi kiedyś powiedziano, lubię szukać dziury w całym.

Manhole jest horrorem przepełnionym nutką tajemnicy i grozy, ale znalazło się tu również miejsce dla “humoru” i erotyki. W części osób większą grozę od ohydztwo zaprezentowanych w tytule, wzbudzą dymki z tekstem. Na pierwszy rzut oka jest tego sporo. Jednak, gdy zacznie się czytać i wpadnie się, to jest spore prawdopodobieństwo, że prąd wrażeń tak mocno poniesie, że się tego nawet nie odczuje. Pierwszy z dwóch tomów jakie mają zostać wydane w naszym kraju za sprawą Studia JG, prezentuje się obiecująco. Jeśli historia będzie trzymała nadal taki poziom i zostanie zgrabnie zakończona, to z pewnością będzie to tytuł wart polecenia osobom szukających wrażeń, wcale nie miłych dla oka. A jeśli nie, to cóż, możliwie, że skończy tytułowo, w jakiejś studzience.

Przykładowe strony: link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *